Mój jedyny zawód związany z Chorwacją został już opisany (wpis dotyczący akwarium Vodice), teraz będzie miło, ładnie i przyjemnie.
Przemierzając Chorwację jako pierwszy ważny cel uznaliśmy Park Narodowy Jezior Plitvickich, miejsce wychwalane pod niebiosa przez wszystkie znane mi osoby mające okazje zobaczyć go na własne oczy (plus niezliczone pozytywne opinie publikowane w internecie). Po zapoznaniu się z doświadczeniami innych podróżników (istnieje kilka blogów oraz polskich for internetowych poświęconych podróżom do Chorwacji) postanowiliśmy przeznaczyć cały dzień na spacer szlakami tego pięknego miejsca, na pokazanie i opisanie Parku Narodowego Plitvice przyjdzie jeszcze czas (zapraszam do lektury wpisu o Jeziorach Plitvickich).
Noclegi w Slunj
Długa trasa przez Polskę, Czechy, Austrię i Słowenię (polecam objazd autostrad, na które trzeba wykupić winietę za 15 €) trochę nas zmęczyła. Za dobre miejsce na pierwszy dwudniowy ‘pit stop’ (i miejsce wypadowe) uznaliśmy miejscowość Slunj położoną około 25 km od Plitvic. Mimo zbliżającego się szczytu sezonu nie było najmniejszych problemów ze znalezieniem noclegu. Przeglądanie lokalnych pensjonatów zajęło nam dwie godziny, ostatecznie wybór padł na pokoje w pensjonacie ‘N°3′ znajdującym się nieopodal stacji benzynowej INA. Spory parking (zmieszczą się na nim spokojnie 4 auta osobowe) oraz niewielki koszt zakwaterowania pomogły szybko podjąć decyzję. W dobrej cenie otrzymaliśmy dwa zadbane pokoje wraz z balkonem i własną łazienką. Jako ‘ułomności’ pensjonatu można uznać brak internetu, klimy oraz kuchni, których i tak w tej chwili nie planowaliśmy wykorzystywać (tak jak wyżej napisałem, pensjonat pełnił wyłącznie funkcję miejsca noclegowego – punktu wypadowego).Dwa słowa o Slunj
Slunj jest starym (pierwsze wzmianki o osadzie sięgają XII wieku), spokojnym miasteczkiem znajdującym się w centrum Chorwackiego regionu Kordun. To niewielkie miasteczko położone jest na złączeniu dwóch rzek – Slunjčica wpada do płynącej niższym korytem Korany (która płynie także przez Jeziora Plitvickie) tworząc liczne wodospady chętnie oglądane przez turystów.
Młyny i wodospady z Rastoke
Nad wspomnianymi rzekami już w XVIII wieku powstał pierwszy z młynów, z których kilka teraz możemy oglądać w muzeum po uiszczeniu niewielkiej opłaty. Na jego terenie prócz dobrze zachowanej osady młynów, totemu Winnetou (właśnie w Rastoke nakręcono kilka scen filmu “Treasure of Silver Lake” z 1962 roku…) można z bliska podziwiać wodospady. W upalne dni polecam zejście szczeliną między skałami do poziomu rzeki Korana. Niższa perspektywa w połączeniu z obniżoną temperaturą (która tego dnia przekraczała 30°C w cieniu) bardzo pozytywnie nas zaskoczyła.Nigdy nie byłem fanatykiem zwiedzania skansenów (choć ten jest godny uwagi), zdecydowanie bardziej wolę podziwiać piękne pejzaże. Właśnie dlatego ten mały zakątek muzeum pozwolił mi odprężyć się estetycznie… Wąskie, strome schodki w szczelinie skalnej, zapewniły może i krótki, ale niezwykle orzeźwiający spacer nieopodal wodospadów napierających z kilkumetrowych ścianek skalnych. Krajobraz rzeki biegnącej między wysokimi skałami najbardziej podobał mi się w tej dobrze utrzymanej osadzie młynów.
Poniżej zamieszczam kilka fotografii, które niestety nie oddają w pełni atmosfery miejsca – szumu wodospadów nie słychać na zdjęciach, podobnie nie czuć niższej temperatury przynoszącej ulgę w upalny dzień…
Patrząc z perspektywy kolejnych dni wycieczki, muzeum miasteczka młynów stanowiło smaczną przekąskę przed niesamowitymi Plitvicami (zapraszam do lektury wpisu o Parku Narodowym Jezior Plitvickich).
Tweet

























